Autor - Yesung Oppa
Beta - Nie
Tytuł - Nic nie musisz
Rodzaj - Angst
Pairing - 80S/XS (Katekyo Hitman Reborn!)
Ostrzeżenie - brak.
Xanxus wiedział, że Squalo wrócił.
Kiedy tylko usłyszał trzask drzwi i głośne przekleństwa miotane na lewo i prawo wiedział już, że to on. Z lekkim uśmiechem odstawił pusty kieliszek na stolik i wlepił cierpliwy wzrok w sufit.
- Voi, Xanxus! - wrzasnął białowłosy, gdy tylko stanął w progu. - To nie do pomyślenia, by służba leniła się całe dnie, podczas gdy moje buty wciąż stoją nie wyczyszczone!
- I tak nigdy ich nie wypucują tak, jak ty byś chciał. Więc może po prostu sam to zrobisz. - odparł mężczyzna poważnym tonem, wgryzając się w jabłko. Squalo zmarszczył brwi.
- Robisz sobie ze mnie jaja?
- Skąd.
Białowłosy zamknął oczy i policzył w myślach do dziesięciu. Kiedy doszedł do wniosku, że już się uspokoił, otworzył je i westchnął głośno.
- Pieprz się.
Xanxusa niezmiernie bawiły jego odzywki. Były nawet na swój sposób urocze. Tak jak cały on. Boss uwielbiał się z nim droczyć. Każde spojrzenie na zdenerwowaną twarz Squalo było jak nagroda. Odstawił z uśmiechem nadgryziony owoc na stolik i wstał.
- Udam, że tego nie słyszałem. - podszedł do niego powolnym, acz zdecydowanym krokiem. - Co jest? Czyżby znowu ci się coś nie udało?
- Znowu? - Squalo rzucił mu mordercze spojrzenie, które Xanxus po prostu zignorował. Nie mógł się powstrzymać przed położeniem dłoni na jego policzku. Ten od razu ją strącił.
- Nie pozwalaj sobie.
- Nie muszę. - odparł brunet, leniwie przeczesując włosy palcami. Zerknął na stolik z niedokończoną kolacją. Zaraz przyjdzie służba, by to posprzątać... Powinni się przenieść.
- Do mojego gabinetu. Już.
- No chyba żartujesz! - białowłosy cofnął się znacznie, patrząc na niego jak na skończonego kretyna. Podirytowany Boss chwycił go za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
- Powiedziałem.
Groźna aura bruneta i jego władcze, zdecydowane spojrzenie sprawiły, że ten mimowolnie zadrżał. Nim zdążył wyrazić jakikolwiek sprzeciw, już został ciągnięty w stronę dużych, dębowych drzwi.
- Nienawidzę cię.
- Wzajemnie.
Został brutalnie wepchnięty do środka, a ostatnie źródło światła, którym były otwarte drzwi zatrzasnęły się za nimi. W ciemności Xanxus oblizał sugestywnie usta i przybliżył się znacząco do białowłosego. Położył dłoń na jego ramieniu, by po chwili przesunąć ją na jego szyję. Wyczuł przyspieszone tętno Rekina i coś jeszcze... Coś...
- Ktoś cię już dzisiaj dotykał. - rzekł beznamiętnym tonem. Odsunął się od niego i sięgnął na biurko, by zapalić lampkę. Jej słabe światło rozświetliło twarz Squalo, na której malował się wyraz nieznany dotąd Xanxusowi. - Kto to był?
- Nie muszę ci nic mówić. - odwrócił wzrok i zagryzł buntowniczo wargi. Nie powie mu, za nic...
Brunet zacisnął zęby i pchnął go zdecydowanie na mebel. Zaskoczony białowłosy półleżał na łokciach i wpatrywał się ze zdziwieniem na Bossa.
- Masz rację, nic nie musisz mówić. - wyszeptał mu do ucha, sięgając ręką ku jego mundurowi. - I tak się domyślam.
Odpowiedziało mu ciche przekleństwo Squalo, które wywołało uśmiech na jego twarzy.
- To był ten gówniarz od Sawady, tak? Jak mu tam... Takeshi...? - spytał beznamiętnym tonem. Mężczyzna zadrżał pod jego szaleńczym dotykiem. - Wpadłeś mu w oko już od pierwszego momentu. Myślisz, że nie zauważyłem?
Squalo zmrużył oczy, ale nie odpowiedział. Brunet nachylił się nad jego ustami, ale nim je pocałował, dodał:
- Nie pozwolę, by on cię dotykał, rozumiesz? Twoje ciało jest tylko moje. - po tym złączył ich usta w długim, gorącym i namiętnym pocałunku.
*
~4 godziny wcześniej~.
*
- Kochasz go?
Zdziwiony Squalo podniósł wzrok. Sam nie wiedział, jak, ale znowu wylądował w sali ćwiczebnej ojca Yamamoto. Siedział przed nim po turecku i wcinał domowe sushi. Jakby nigdy nic.
- C-co?
- Spytałem, czy go kochasz. - brunet poprawił się nieco, wlepiając w niego cierpliwy wzrok. - No bo... analizując całą sytuację - trwasz przy nim od tak dawna, chociaż niesamowicie go wkurzasz i...
- Jest moim szefem. - uciął sucho białowłosy. Yamamoto westchnął, odkładając nietknięty talerz z jedzeniem na podłogę.
- Nie jestem głupi, Squalo. Możesz się zaklinać, że tak nie jest, ale ja i tak wiem swoje... niestety.
Mężczyzna dostrzegł w oczach swojego niedawnego wroga ból, który wywołał u niego nikłe poczucie winy. Wiedział, że młody jest w nim zakochany. Dostrzegł to już podczas ich walki o Pierścień, kiedy ten nie chciał go zabić mimo, iż mógł. Miał okazję i nie skorzystał...
A teraz rozmawia z nim o Xanxusie tak beztrosko, jak jeszcze nigdy. Podziwiał go. Był naprawdę silny.
- Zaraz, zaraz. To nie jest manga shojo, a ja nie jestem głupiutką nastolatką, która musi kogoś wybrać. Nie i...
- No właśnie. Nie jesteś... - chłopak przysunął się do niego, niepokojąco zmniejszając odległość między ich ustami. - ... więc nie musisz wybierać.
Squalo chciał coś powiedzieć, ale ten upierdliwy chłopaczek zamknął jego usta pocałunkiem. Nie miał sił i ochoty, by wlaczyć. Młody pachnął tak przyjemnie... Jednocześnie zupełnie inaczej, niż jego Boss. By coś zrobić z drżącymi rękoma, zarzucił je chłopakowi na szyję i niepewnie odwzajemnił jego pocałunek. Yamamoto wsunął palce w jego włosy, przeczesując je i głaszcząc. Mężczyzna mruknął z zadowoleniem, mocniej do niego przywierając.
- Uwielbiam twoje włosy... - szepnął Takeshi, lekko przygryzając małżowinę jego ucha.
- Xanxus ich nienawidzi.
- To nieprawda. - odsunął się od niego i spojrzał mu głęboko w oczy. Mimo, iż Yamamoto był od niego o sporo młodszy, Squalo wiedział, że nie ma szans na dominację. Nie tutaj. - Są piękne. Tak jak cały ty. Nie ma szans, by ich nie lubił.
Starszy odwrócił twarz. Brunet nie mógł zobaczyć, jak mocno się zarumienił. Nie mógł...
- Squalo, nic nie musisz. - usłyszał jego dźwięczny głos. Był taki uspokajający... - Słyszysz? Nic nie musisz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz